Trochę niepokoi mnie widoczny wśród niektórych zbytni optymizm przy pobieraniu świadczeń należnych z powodu „koronawirusowego” wsparcia. Czy na pewno o wszystkim pomyśleli, na przykład od strony księgowej? Czy nie pożałują tej decyzji za parę lat? O tym we wpisie.

Na księgowości najlepiej zna się człowiek, który zajmuje się też moimi fakturami 🙂 A więc Grzegorz Gębka z Księgowość dla Prawnika. Oddaję mu głos.

Ministerstwa chwalą się wynikami „Już ponad 2 mln wniosków dot. skorzystania z rozwiązań oferowanych przez Tarczę Antykryzysową”. Rządzący zapewniają, że gigantyczne środki są pompowane w gospodarkę, aby zaradzić skutkom kryzysu. Część ekspertów krytykuje umożliwienie korzystania z instrumentów pomocowych bez względu na odczuwalność kryzysu.

Mieliśmy „Tarczę 1.0”, mamy „Tarczę 2.0”, będzie podobno i „Tarcza 3.0”,
ale mniejsza o stosowaną nomenklaturę. W pierwotnej wersji wsparcia –
choć w domyśle skierowane było ono do firm odczuwających skutki
ekonomiczne zamrożenia gospodarki w związku z COVID-19 – prawodawca w zasadzie nie pokusił się o wskazanie w niektórych znaczących instrumentach pomocowych, warunków finansowych dopuszczających możliwość skorzystania ze wsparcia. W szczególności duże pole do manewru dał mikroprzedsiębiorcom zatrudniającym 1-9 osób. Oni bez względu na to ile zarabiają, czy odnotowali spadek przychodów/dochodów, czy taki odnotują, mogli skorzystać ze zwolnienia z opłacania ZUS przez 3 miesiące (zarówno za siebie, jak i za pracowników), dostali także bezzwrotną pożyczkę (co prawda 5.000 zł przy zatrudnianiu kilku pracowników to nie zawrotna kwota, ale jednak).

Kowalski

Załóżmy, że Pan Kowalski zatrudnia 6 osób i zarabia 50.000 zł (dochód) miesięcznie. W czasach pandemii zarabia 70.000 zł (dochód) miesięcznie, bo miał w garażu nieużywane maszyny i zaczął szyć maseczki. Miesięcznie z przychodów opłaca ZUS pracowników około 15.000 zł. Przysługuje mu i zwolnienie ze składek ZUS i pożyczka.

Żeby było jasne nikomu nie żałuję. Co więcej jestem za tym, aby Polacy zarabiali jak najwięcej i się szybko bogacili. Tyle tylko, że w kontekście tego, że cała Tarcza Antykryzysowa finansowana jest z naszych podatków, chyba warto byłoby racjonalnie wydać te pieniądze. Czy taki przedsiębiorca powinien uzyskać wsparcie? Chyba nie jest mu potrzebne… Przynajmniej póki co. No ale jeśli ustawodawca daje, to odwoływanie się do moralności, rzetelności, etc. jest trochę śmieszne.

W związku z tym racjonalny ustawodawca próbuje (chyba) jednak wprost wyrazić swoje zamiary i w tzw. Tarczy 2.0. ciekawe rzeczy czytamy w pierwszych artykułach ustawy z dnia 16 kwietnia 2020 r. o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 (Dz. U. z 2020 r., poz. 695 t.j.). Mianowicie (art. 1) ustawa w art. 2-12 określa zasady, warunki oraz tryb oferowania przedsiębiorcom, na zasadach rynkowych, wsparcia niezbędnego dla utrzymania i kontynuacji prowadzonej działalności gospodarczej, zagrożonej na skutek ekonomicznych następstw dla przedsiębiorcy, wynikających z wprowadzonych na podstawie odrębnych przepisów zakazów oraz ograniczeń w celu zapobiegania, przeciwdziałania i zwalczania zakażenia wirusem SARS-CoV-2 oraz rozprzestrzeniania się choroby wywołanej tym wirusem (COVID-19).

W art. 2 ust. 2 czytamy, że ustawy nie stosuje się do przedsiębiorców, których trudna sytuacja finansowa nie jest następstwem okoliczności, o których mowa w art. 1.

Z kolei przez trudną sytuację finansową (art. 3 pkt 2) powinniśmy rozumieć zaś sytuację, w której nastąpił spadek obrotów gospodarczych przedsiębiorcy w następstwie COVID-19.

Czy to pewne ograniczenie co do możliwości korzystania ze wsparcia przez wszystkich przedsiębiorców (z instrumentów wprowadzonych Tarczą 1.0 i Tarczą 2.0)? Znowu nie jest to jasne. Część osób – zresztą nie można odmówić im racji – twierdzi, że w/w zastrzeżenia powinny znajdować zastosowanie tylko do instrumentów wsparcia z art. 2-12 Tarczy 2.0. Przy czym jeśli tak było, to przepisy sformułowane są bardzo niefortunnie. Pytanie, które zadaje sobie wiele osób. Co robić? Czy powinienem wnioskować o wsparcie, nawet, jeśli nie czuję jeszcze skutków koronawirusa?

Pytanie, które zadaje sobie wiele osób. Co robić? Czy powinienem wnioskować o wsparcie — nawet, jeśli nie czuję jeszcze skutków koronawirusa?

W mojej ocenie, jeśli ktoś ma wątpliwości, niech opisuje swój przypadek jako załącznik do wniosku. Organ będzie decydował, czy wówczas należy się wsparcie, czy nie, ale na pewno nie zarzuci w takim przypadku podania nieprawdziwych informacji, próby wyłudzenia świadczeń, etc.

Co jeśli tego nie zrobię? Nie wiadomo. Pytanie, czy u beneficjentów środków będą prowadzone kontrole i jakie będzie nastawienie kontrolujących (czy szukamy dziury w całym, czy nie), które z kolei może być wypadkową sytuacji budżetowej. Ryzyko jednak istnieje, czy o tym chcemy mówić, czy nie.

Wiemy więc, że nic nie wiemy. Tylko czy tak to wszystko powinno wyglądać i czy nie powinniśmy nieco więcej wymagać od osób zaangażowanych w tworzenie prawa w Polsce (oni pewnie też powinni tego wymagać od siebie…