Refleksje trzydziestolatka

Refleksje trzydziestolatka

Stało się, z rubryczki „wiek” zniknęła mi dzisiaj dwójka z przodu. Zaraz będę mógł śmiało używać żartów, że za moich czasów Hugo nie był bossem, a Morze Martwe było jeszcze chore. I dzielić się osiągnięciami czy przemyśleniami człowieka po trzydziestce. To poniżej.

Osiągnięcia?

Kiedyś zawiesiłem komputer używając programu „Notatnik”. No i za moich czasów w restauracji była zupa z makaronem, a teraz to się pewnie nazywa krem z pastą.

Start

Miałem dobry – choć co prawda nie był to żaden wymarzony la la land, tylko nasza oj oj ojczyzna. Po maturze chodziliśmy na śmieciówki. A po studiach nie każdy znalazł pracę, za to każdy zaznał zawodu.

No właśnie – praca

W mojej branży zauważasz dziwne połączenie powiedzenia „życie usłane różami” z tym, że „nie ma róży bez kolców”. Wiem też, że szef bez butów chodzi i staram się wciąż być pracodawcą – a nie pracododawcą.

Prywata

Coś jest w tym, że świat staje się fajniejszy, jak kogoś fajnego nazywasz światem. Oraz w słowach jednego z moich wykładowców: mówił, że miłość jest jak umyty słoń – wielka, czysta i przytłaczająca.

Przyszłość?

To jeszcze nie ten czas, gdy na koncercie cieszy mnie miejsce siedzące – spokojnie. Nadal wszystkie moje komórki w mózgu są nerwowe. Podobno najlepiej na próbę się przewrócić – jak się śmieją, jesteś młody, jak martwią – to stary. Ja myślę, że jeśli jakaś „ostateczna mądrość” przychodzi z wiekiem, to raczej jest to wieko trumny. Starczy mi zbieranie tej mądrości pomalutku.

Teraz

Organizuję imprezę urodzinową, już tasuję suchary. Zapowiada się ścisk jak w legginsach Chodakowskiej, ale pewnie będzie miło. A dziś urodzinowo czekam na Wasze telefony, najchętniej ajfony.

Następny wpis – merytorycznie!