Piosenki z wpadką

Piosenki z wpadką

Kiedyś miałem o tym serię na Facebooku… 🙂 Wracam do tego pomysłu. Nie robię blogowej serii, ale dziś nie o prawie — tylko tym, co w znanych piosenkach nie wyszło. A jednak — zostało.

Muzyka to coś, o czym czytam dużo. Gram, śpiewam — sporo wiem o piosenkach innych osób. Może po przeczytaniu tego wpisu, gdy na imprezie poleci któraś z nich — będziesz mógł pochwalić się ciekawostką 😉 Zaczynamy — po jednym akapicie i od razu youtube dla sprawdzenia.

Na początek Michael Jackson. Jedna z moich ulubionych wpadek — tuż przed nagraniem gościnnej solówki gitarowej przez Eddiego Van Halena do pomieszczenia chciał wejść jakiś dźwiękowiec. Zapukał więc do drzwi, otworzył i ogarnął, że rozpoczęto nagrywanie i wycofał się po cichu. Pukanie doskonale słychać tuż przed rozpoczęciem solo w 3:07, a chwilę potem zamknięcie drzwi (ale „do rytmu” i mniej jest to widoczne). I jeszcze — w klipie przywódcy gangów związują się przed walką rękami, a jak Michael ich rozdziela to już widać zdążyli się sami rozwiązać 😉

W tekście odnośnie zabicia Martina Luthera Kinga, U2 śpiewają o „early morning, april 4”. Dopiero potem ktoś ich uświadomił, że strzały dosięgły celu wieczorem — na koncetach Bono śpiewa już „early evening”.

Beatlesi zaczęli grać i nie ogarnęli, że Ringo Starra nie ma razem z nimi… Dobrze, że perkusja wchodzi w 0:50 – zdążył do niej przemknąć, by rozpocząć na stojaka. I podejście do utworu — które okazało się ostatecznym — nie zostało stracone. Ale to i tak nic przy tym, co zrobił Lennon! W 2:56 słychać, jak myli akord na gitarze i krzyczy „Wrong!”, a już w 2:58 rzuca brzydkim słowem. To nie do wiary, że to zostawili.

Nie ma co się czarować, żaden z Pistolsow nie był wirtuozem swojego instrumentu, z czego oczywiście zgrabnie uczynili atut 😉 Dlatego może trochę dziwić dość „jazzujące” i technicznie trudne podwojenie perkusji w 1:35. Tak naprawdę utwór sklejany był w tym punkcie z dwóch podejść, i nie do końca udało się to załatwić dyskretnie.

Utwór trzeszczący i nagrany w słabej jakości, bo pochodzi z 1962 roku. No i coś wyciszyło w 2:26… Tylko, że tak jest każdej istniejącej wersji tej piosenki i tak naprawdę to jeszcze mniej dyskretny niż w przypadku Pistolsów moment sklejenia utworu z 2 podejść. Zwracam uwagę, że po tej chwili przerwy znikąd wchodzi śpiewany niskim głosem „bas wokalny” – to pewnie powód 😉

Uwielbiam głos Chrisa. Ale opus magnum (trudne słowo) utworu jest kilkuminutowe solo gitarzysty. Podczas nagrywania solówki, na początku, spadły mu słuchawki — więc nie słyszał „podkładu”. Ale nie przestał grać, a następnie zdecydował o uznaniu tej wersji solówki za ostateczną. Wpadka, która jest majstersztykiem 😉

A tutaj w 1:55 Kurt trochę się wyrwał ze słowami „Polly said”, ale panowie zdecydowali się nie usuwać. Też bym się pewnie w tym miejscu pomylił, bo musiałbym przestać grać na gitarze i dopasować się do basu.

„Znowu w życiu mi nie wyszło…”, czyli po takim początku każdą wpadkę można wybaczyć 😉 W 1:38 perkusja miała przestać grać, ale ktoś się zagapił — ostatecznie „stała się” mała zespołowa improwizacja i w 2:22 powrót do toku piosenki. Panowie zdecydowali się to podejście – uznać za to, które pójdzie w świat. Porównać można z oryginalnym „Ain’t no sunshine” Billa Withersa, bo ten utwór jest coverem — tam tego bonusa brak.

Pierwsze czterdzieści sekund tego kawałka to cichutkie intro na jednej gitarze, a właśnie w 0:41 wchodzi druga. Ale warto zrobić trochę głośniej, aby usłyszeć, że gitara owszem wchodzi wtedy, ale nagrywanie jej partii zaczęło się wraz z pierwszą – tak więc prócz intra słychać krzątaninę gitarzysty, jego ustawianie się z instrumentem, westchnięcia i smarknięcia 😉

No i Queen. Za drugim „mamauuuuuuu” prócz głównego wokalu pojawia się „any way the wind blows” wykonywane przez drugi. I ten właśnie za późno został wyciszony, więc w 2:33 słychać, jak po zaśpiewaniu Freddie coś jeszcze mówi.

Wiadomo, że musiało być Queen <3 Uwielbiam ich, nawet wpis o filmie zrobiłem. I nimi właśnie zamykam ten wpis, dzięki!