Jeśli nie aplikacja, to co? – mówi Jacek Grzebielucha

Jeśli nie aplikacja, to co? – mówi Jacek Grzebielucha

W tym cyklu – a przyznam, że już sam nie wiem, który to odcinek 😉 – opowiadam o tym, dlaczego pójście na aplikację prawniczą to nie jakiś obowiązek. I o tym, co innego można robić. Dziś na parę moich pytań odpowiada Jacek.

Znamy się z ELSA – a w dodatku Jacek ma duże doświadczenie z harcerstwa, które zawsze robiło na mnie wrażenie. Teraz robi na mnie wrażenie jego droga, posłuchaj o niej.

Czy miałeś podczas studiów pomysł na to, co będziesz robić po ich skończeniu? Jeśli tak to jaki i czy się zrealizował?

Generalnie w czasie studiów plany zmieniały się jak w kalejdoskopie. Najsilniej chyba zakotwiczonym planem była legislacja, która zamarzyła mi się w czasie poznawania zasad techniki prawodawczej. Co prawda było to zbliżone do moich dotychczasowych zainteresowań filologicznych (gazetka szkolna w liceum), ale postanowiłem myśleć nad tym kierunkiem. Potem na trzecim roku na zajęciach z prawa administracyjnego pojawiła się nazwa KSAP, czyli Krajowa Szkoła Administracji Publicznej*. Niemniej, nie było o niej żadnych informacji w internecie, więc nie brałem tego na poważnie pod uwagę. Piąty rok studiów się skończył, moi koledzy i koleżanki zdawali egzamin wstępny na aplikację, a ja jeszcze do wiosny bujałem się z egzaminem z prawa handlowego, gdy już pracowałem zawodowo w korpopracy. W 2017 roku podchodziłem w ogóle do egzaminów wstępnych na kontrolera ruchu lotniczego i nawet dostałem się na drugi etap, więc ogólnie iks de (nie podszedłem, bo byłem już wtedy za granicą).

Jaki był to pomysł na „po studiach” i czy udało Ci się go zrealizować?

Po studiach trzymałem się pracy w sektorze prywatnym. Chciałem zostać legislatorem, ale pierwszeństwo na aplikację w Rządowym Centrum Legislacji mieli urzędnicy, a zanim w drabince urzędniczej doczłapałbym się do wymaganej do aplikowania pozycji już dawno bym sczezł w morzu frustracji. Gdzieś też z tyłu głowy siedziała myśl o doktoracie, ale gdy trafiłem na jakąś informację o KSAP, co było w styczniu 2018 roku, zaświeciła mi lampka w głowie. KSAP jako trampolina do wyższego stanowiska, by móc szybciej pójść na aplikację legislacyjną. Intensywnie szukałem więc informacji, jednak lakoniczne komunikaty i jeden blog opisujący naukę w Szkole (przerwany po 2 miesiącach pisania) sprawił, że tajemniczość Szkoły zaczęła trochę przyciągać. Rekrutacja trwała od lutego (złożenie dokumentów) aż do czerwca. Etapy to kolejno testy logiczne i z wiedzy ogólnej, następnie egzamin z języka obcego, potem test z potencjału pracowniczego (MAPP3) i 6-godzinne assessment centre i w końcu rozmowa przed 12-osobową komisją rekrutacyjną. No i udało się – dostałem się do Szkoły w pierwszej piątce na trzydziestu pięciu przyjętych, spośród dwustu chętnych.

Dlaczego nie poszedłeś na aplikację?

Ja w ogóle średnio lubię prawo. Są ciekawe zagadnienia, ale traktuję je raczej narzędziowo jako jeden ze środków komunikacji międzyludzkiej i jako środek sprawczości czyichś intencji. Aplikacje czerwona i fioletowa były poza moim zasięgiem. Na niebieską i zieloną pewnie bym się dostał, ale z moim rocznikiem nie mogłem, bo przedłużająca się obrona, a z kolejnym akurat cały wrzesień zaplanowaliśmy z dziewczyną (już żoną) w Indiach. A rok później jesienią już zaczynały się zajęcia na KSAP. Aplikacje korporacyjne to też problem z byciem w jednym miejscu przez 3 lata, a dopiero teraz, po skończeniu Szkoły wiem, gdzie chcę być na dłużej. Wcześniej nie mogłem sobie pozwolić na bycie związanym na dłużej.

Poza tym kiedyś mówiło się „aplikacja urzędnicza”. Co prawda jako o stażu urzędniczym bądź o służbie przygotowawczej, naginając się trochę rzeczywistość można powiedzieć, że skończyłem półtoraroczną aplikację urzędniczą (która kończy się uzyskaniem mianowania w Służbie Cywilnej).

Jaka była reakcja Twojego otoczenia na decyzję o rezygnacji z aplikacji?

No generalnie od studiów rodzina i znajomi wiedzieli, że mam luźne podejście do aplikacji, a rynek spokojnie mnie przyjął bez konkretniejszych kwalifikacji poza „gołym” prawem. Nie było więc zaskoczenia, a ja dalej nie czuję wyrzutów sumienia. Może za parę lat zbiorę się do egzaminu końcowego na niebieską, ale to dopiero po przepracowaniu kilku lat w administracji.

Jakie masz plany na przyszłość?

Aktualnie pracuję w MONie. W czerwcu zaczął działalność Międzynarodowy Ośrodek Szkolenia i Badań nad Dziedzictwem Kultury w Zagrożeniu, gdzie obecnie pracuję, w Oddziale Analiz i Badań. Na razie mam do odpracowania 5 lat w administracji publicznej. Może w międzyczasie uda mi się ogarnąć studia podyplomowe albo MBA, na razie w pracy mam wystarczająco dużo pracy merytorycznej, by uzbierała się z niej praca doktorska. W czasie KSAP miałem możliwość zdobycia certyfikatu z PRINCE2, może uda mi się przeszkolić z innej metodyki w obecnej pracy. Jedno jest pewne – KSAP to był tylko początek przygody z administracją publiczną.

* – (za wiki) Krajowa Szkoła Administracji Publicznej im. Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego (KSAP) – państwowa szkoła z siedzibą w Warszawie, wyłączona z systemu szkolnictwa wyższego, podlegająca Prezesowi Rady Ministrów. Kształci i przygotowuje do służby publicznej urzędników służby cywilnej oraz kadry wyższych urzędników polskiej administracji. Działa na podstawie odrębnej ustawy, nie ma więc studentów, a słuchaczy. Ma specyficzne warunki rekrutacji – minimum stopień magistra bądź równorzędny, aktywność społeczna, specyficzne cechy charakteru oraz co najmniej jeden język obcy na poziomie B2. Kształcenie trwa 19 miesięcy, od poniedziałku do piątku zwykle w godzinach 08:00-16:00 (zależy od zajęć). Zajęcia odbywają się w ramach pięciu bloków tematycznych (Administracja i Prawo, Ekonomia i Zarządzanie, Polityka Międzynarodowa, Kształtowanie Postaw i Kompetencji oraz języki obce – obowiązkowo 2). Zajęcia nie są semestralne jak na studiach – tutaj po ukończeniu zajęć z danego przedmiotu (na przykład Makroekonomia, 26 godzin) podchodzi się do egzaminu z danego przedmiotu. Słuchacze są ubezpieczeni i otrzymują stypendium (od 2018 roku jest to 3300 brutto), co na Warszawę jest małą kwotą, ale można wynająć pokój w Kolegium KSAP koło Placu Bankowego za kwotę 300 zł. KSAP to prosta ścieżka do bycia urzędnikiem mianowanym – inną drogą jest tylko podejście do postępowania kwalifikacyjnego w Służbie Cywilnej i trudnych testów, które zdać może tylko określona corocznie liczba osób (zwykle około 200). Po szkole nie ma jakiegoś egzaminu zbiorczego, bo Twoja ocena w rankingu końcowym to składowa ocen ze wszystkich egzaminów w czasie kształcenia. Jedyne egzaminu na koniec to lingwistyczne postępowanie sprawdzające, które sprawdza i certyfikuje Twoją znajomość dwóch języków obcych (obowiązkowo angielski, drugi do wyboru między niemieckim a francuskim). Po KSAP odpracowujesz pozyskane kompetencje przez 5 lat pracy w administracji. Absolwentów KSAP jest w Polsce około 1200 (na około 6000 wszystkich mianowanych w SC), w tym Władysław Stasiak, Elżbieta Bieńkowska czy Mariusz Błaszczak.