Jeśli nie aplikacja, to co? – mówi Artur Halota

Jeśli nie aplikacja, to co? – mówi Artur Halota

Kolejna część naszego cyklu, ale tym razem trudno mi przedstawić gościa — legislatora. Nie dlatego, że mało o nim wiem — oj, wręcz przeciwnie. Z Arturem znamy się od ładnych kilkunastu lat i każda historia byłaby materiałem na osobny wpis. Lepiej oddam mu głos co do merytoryki.

Czy miałeś podczas studiów pomysł na to, co będziesz robić po ich skończeniu? Jeśli tak to jaki i czy się zrealizował?

Absolutnie nie. Poniekąd jest to pokłosie braku decyzji odnośnie przyszłości, który objawiał się jeszcze w liceum – na dobrą sprawę nie wiedziałem, co mam zdawać na maturze! 🙂 Przełożyło się to niejako na dobór przedmiotów na egzaminie maturalnym – oprócz klasycznych przedmiotów humanistycznych wymaganych na prawo zdawałem również biologię. To miała być furtka wyjścia, gdyby prawo nie wypaliło i gdybym chciał zdawać na psychologię lub jakiś inny przedmiot techniczny.
Podczas samych studiów, dalej miałem mgliste pojęcie, o tym co chcę robić w życiu; moje pomysły oscylowały wokół zawodu radcy prawnego, komornika, trenera personalnego, human resources oraz rzecznika patentowego… Co, jak widać, pokazuje dość szerokie spektrum zainteresowań.
Nie były to jednak pomysły wzięte z kosmosu – niejako wszystko to, po trochu, miałem w swojej pierwszej pracy, którą wykonywałem od drugiego roku studiów, więc wydało mi się, że naturalną koleją rzeczy jest skupienie się na jednym z tych kierunków. Problem polegał na tym, że nie wiedziałem za bardzo na którym…

Jaki był to pomysł na „po studiach” i czy udało Ci się go zrealizować?

Dalej nie było żadnego. Nagle po skończeniu studiów okazało się, że trzeba się wziąć w garść i wejść na poważnie w jakiś zawód prawniczy, no bo przecież „skoro skończyłeś studia prawnicze, to następnym naturalnym krokiem jest aplikacja”. Do tej pory uważam ten rodzaj biernej presji środowiska za kompletną bzdurę, gdyż na dobrą sprawę po skończeniu studiów można robić wszystko. Studia prawnicze to swoistego rodzaju „ogólniak” wśród studiów i daje świetne podstawy do pracy gdziekolwiek. Oczywiście, specjalizacja pomaga, ale to nie jest tak, że kończąc studia prawnicze bez specjalizacji jest się „wybrakowanym”.
Wracając do tematu, zmieniłem pracę i zająłem się pracą związaną z egzekucją należności, dlatego moje myśli poszły w kierunku aplikacji komorniczej; nie czułem jednak tego wewnętrznego parcia, żeby ją rozpoczynać. Prawdopodobnie, gdyby się złożyło, że bym pracował dłużej przy egzekucjach, to w dalszej perspektywie skierowałbym swoje kroki w kierunku kariery komornika. Na szczęście dla mnie (jak teraz na to patrzę), przedterminowe rozwiązanie umowy na zastępstwo zamknęło przede mną tę ścieżkę kariery – chociaż wtedy zostałem bez pracy i bez pomysłu na życie. Ale wkrótce potem szczęście zaczęło mi sprzyjać i po kilku perypetiach zacząłem pracować w zawodzie mojego życia, z którym raczej się już nie rozstanę.

Czym zajmujesz się teraz?

Jestem legislatorem. Opracowuję pod względem prawno-redakcyjno-legislacyjnym akty prawne w jednostce samorządu terytorialnego. Tworzę akty prawne i czerpię przyjemność z dopasowywania odpowiednich struktur językowych i konstruowania norm prawnych. Na razie działam raczej „lokalnie”, szlifując swój warsztat legislatora, jednak zaczynam przeczuwać, że moja przyszłość będzie związana z organami centralnymi, co przełoży się na pracę z aktami w randze ustaw i rozporządzeń. Może kiedyś dojdzie do takiej sytuacji, że znajomi prawnicy będą pracowali na aktach prawnych opiniowanych przeze mnie 🙂
Najfajniejsze w pracy legislatora są igranie słowami i zdaniami, stylistyką i składnią, synonimami i pojęciami jednakowymi. Operowanie różnymi technikami legislacyjnymi, w zależności od tego, jaki cel chcemy osiągnąć, jest na swój sposób arcyciekawe i potrafi pochłonąć człowieka na całe godziny…
Zdarza się jednak, że praca sprowadza się do zwykłego sprawdzania interpunkcji i literówek w tekście, jednak w zależności od projektu, nawet i to potrafi stwarzać problemy i być interesujące. Nie wierzycie? Polecam analizę obwieszczenia Prezesa Rady Ministrów z dnia 26 marca 2001 r. o sprostowaniu błędów (Dz. U. poz. 319) i zadanie sobie pytania, czy Prezes Rady Ministrów mógł sobie dokonać „sprostowania” Konstytucji RP zmieniając m.in. wyraz „organizacyjne” na „organizacyjnie”. Jest wiele przykładów, że pozornie drobny problem może realnie wpływać na prawa i obowiązki obywateli. Ale dosyć o tym – zwracam uwagę, że jest niezmiernie wiele obszarów, w których każdy może znaleźć coś dla siebie, chociaż, o czym należy wspomnieć, to jest jednak dość wyspecjalizowana ścieżka kariery.

Dlaczego nie poszedłeś na aplikację?

Jeżeli chodzi o aplikację w klasycznym tego słowa ujęciu, to zdawałem sobie sprawę, że nie jestem orłem jeżeli chodzi o naukę na studiach – dlatego też przez długi czas nie chciałem iść i się babrać w czymś, do czego nie byłem w 100% przekonany. Owszem, ciągnęło mnie, żeby się rozwijać, jednak nie lubię robić rzeczy na siłę. Z doświadczenia wiem, że takie postępowanie grozi katastrofą, a ja nie mogłem sobie na to pozwolić. Twardo stałem na stanowisku, że lepiej odpuścić sobie potencjalną porażkę, za którą środowisko prawnicze sobie dość słono liczy. Może ktoś powie, że działałem zbyt zachowawczo, jednak w moim przypadku się to opłaciło; z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć „I regret nothing” :).
Natomiast, jeżeli chodzi o czasy „nowożytne”, to w ostatnim czasie próbowałem się dostać na aplikację legislacyjną przy Rządowym Centrum Legislacji. Niestety, system wyboru kandydatów na aplikację w RCL jest jaki jest i, jak sama nazwa wskazuje, preferuje kandydatów z „rządowych” instytucji centralnych. Nie zrażam się jednak – jestem na tyle zdeterminowany, że gdy skończę podyplomowe studium zagadnień legislacyjnych (traktowane przez środowisko na równi z aplikacją legislacyjną) to będę aplikował aż do momentu, w którym się dostanę 🙂

Jaka była reakcja Twojego otoczenia na decyzję o rezygnacji z aplikacji?

Szczerze, to najczęściej spotykałem się z pobłażliwością i podśmiewywaniem się z obranej przeze mnie ścieżki kariery. Najczęstszym pytaniem, które słyszałem, było: „Ale… jak to? Nie idziesz na aplikację?”. Podchodziłem do tego jednak z dość dużym dystansem, nie przejmowałem się i dalej robiłem swoje.
Przede wszystkim, nie można się poddawać presji środowiska – nawet bierne oddziaływanie na człowieka może zabić indywidualność. Jeżeli jest się do czegoś przekonanym to należy to robić konsekwentnie, niezależnie od ogólnego trendu czy też oczekiwań innych.
Po drugie, będzie co ma być 🙂 Obecnie czerpię niesamowitą przyjemność ze swojej pracy i uważam, że wykonuję wymarzony zawód. Czego chcieć więcej?

Jakie masz plany na przyszłość?

Na razie stawiam sobie na cel dalsze kształcenie, czyli, jak już wspominałem wcześniej, co najmniej aplikacja legislacyjna przy RCL. Kolejnym krokiem będzie na pewno zmiana środowiska pracy oraz stawianie sobie coraz to ambitniejszych wyzwań.
Nieśmiało spoglądam również w kierunku ewentualnego egzaminu radcowskiego bądź adwokackiego – traktuję to jednak bardziej jako formę uzupełnienia wykształcenia niż jako cel sam w sobie.
W sferze planów pozostaje również jeden projekt, który jest ściśle związany z moim obecnym zawodem – pozwolę sobie na razie nie zdradzać żadnych szczegółów, gdyż mam całkiem spore oczekiwania co do tego.
Na pewno nie spocznę na laurach, gdyż praca legislatora to nieustanne kształcenie i ciągły rozwój osobisty – a mi to pasuje.