Jakie wrażenia z #seebloggers? – relacja

Jakie wrażenia z #seebloggers? – relacja

Nie będzie wpisu trzymającego w napięciu – bardzo dobre! To świetny projekt, gdzie poznaje się tak zakręcone na punkcie zakresu swojej twórczości osoby, że aż miło. Zresztą trudno narzekać na otoczenie ładnych dziewczyn z blogów modowych i instagramów albo na to, że blogerzy kulinarni częstują pysznymi daniami o nieznanych nazwach.

Ludzie

Takie mnóstwo osób, które łączy pasja do dzielenia się ze światem swoim talentem i życiem, potrafi świetnie zmotywować. Nie żeby dotąd mi się nie chciało – ale nie sądziłem, że może się aż tak chcieć 😉

Szczególne pozdrowienia kieruję tutaj do spontanicznie sformułowanej grupy, którą w piątek wieczór udało się wyciągnąć na śpiewanie na plaży przy akompaniamencie mojej gitary. Nadal nie znam imion części z Was, ale to już przed oficjalnym otworzeniem imprezy pokazało mi, że jest klimat.

Bawiłem się nawet lepiej niż w sobotę na imprezie rockowej, gdzie rockowe było wszystko prócz muzyki. No i jak to ja – oczywiście zacząłem omawianie od niemerytorycznej części. To teraz:

Merytoryka

Sporo ciekawych wystąpień. Mnóstwo. Oczywiście Jason Hunt, ale też na przykład nieznane mi wcześniej Natalia z Jest Rudo czy Anna Szlęzak. Albo Jacek czy znany chyba wszystkim Łukasz Jakóbiak.

Dodatkowe punkty dostaje Adrianna Zielińska za najbardziej „mięsny” występ i Daniel Kędzierski z Fasttony za zareklamowanie mnie ze sceny 😉

Reszta

Ten fragment wpisu trudno zatytułować – w każdym razie nie to co najważniejsze, czyli nie ludzie i nie merytoryka. Na przykład wielkie plusy dla organizatorów za ogarnięcie tylu ciekawych smakołyków (żelki i lody <3), a dla marek za nieraz kreatywne pomysły na swoje stoiska – jak na przykład Zozole czy lipcowy Święty Mikołaj.

Od swojej strony muszę pochwalić ludzi, że o kwestiach prawnych w blogowaniu mieli świadomość – lub gdy nie mieli, to chętnie mnie dopytywali. Dobrze wiedzieć, że tematu już nikt nie bagatelizuje. Zresztą w razie co mnie śmiało atakujcie.

Gdynia

Ja na miejsce wydarzenia miałem parę przystanków, dlatego w przeciwieństwie do na przykład wpisu o lubelskim WordCampie kwestie turystyczne sobie odpuszczę. Dobrze, że po piątkowym postraszeniu ulewą Gdynia się zastanowiła nad swoim postępowaniem i już potem nadmorsko grzało 😉

Fajnie jest dzięki goszczeniu kogoś spojrzeć na swoje miasto na nowo – tu specjalne pozdrowienia dla Kuby z TymRazem – zatrzymując się z aparatem w „zwykłych” dla mnie miejscach przypomniał mi, jak dobrze tu mieszkać. Zresztą wpadnij do niego, bo ogarnia gotowanie (wciąż mam zanotowane „grzyby enoki”) i zwiedzanie świata w bardzo przyjemny sposób.

Nie poznałbym go, gdyby nie ta impreza. Podobnie jak mnóstwa innych ciekawych osób. To największa wartość tych spotkań i dobrze wiem, że chcę być na kolejnych. Do zobaczenia!

A jeśli chcesz dowiedzieć się jakiej muzyki można zgodnie z prawem używać w swoich filmach – zapraszam tu.

(no i nadal aktualny pozostaje tekst o „reformie” sądów…)

Komentarze

komentarzy