Prawo ludzi Internetu 1 – Janina „Daily” Bąk i niezapłacone faktury

Prawo ludzi Internetu 1 – Janina „Daily” Bąk i niezapłacone faktury

W tej serii wraz z gośćmi będziemy opowiadać Wam o aspektach prawnych, które dotykają osób działających w sieci. A zaczniemy od takiego, który dotyczy nie tylko ich – kto się nie spotkał z problemem księgowej na urlopie czy gniazda os w skrzynce pocztowej?

Zresztą pomysłów na usprawiedliwienia obsuw w płatnościach nie brakuje — mogą to być też pomylone cyferki w numerze konta czy „Nie dostaliśmy maila z fakturą, bo informatyk odbierający maile przychodzi tylko we wtorki”. Więcej znaleźć można tutaj, bo zapytałem u siebie na Facebooku.  I zostałem w błyskawicznym tempie zasypany przykładami jak grupowa konwersacja gifami. 

via GIPHY

Takie niedotrzymywanie terminów faktur nieraz spotykało też znaną wielu z Was Janinę Bąk z Janina Daily. Janina jest też tutaj na blogu wśród osób mnie polecających, oto jej słowa: 

Świat nie widział takiego prawnika jak Tomek Palak, od czasu jak z anteny zdjęto serial „Ally McBeal”. Trudne sprawy prawne rozwiązuje od ręki, a źli ludzie sami się wsadzają do więzień na jego widok. Dodatkowym bonusem jest to, że zawsze śmieje się z dowcipów swoich klientów. Polecam Tomka każdemu, kto potrzebuje rzetelnych porad prawnych, pisanych w języku zrozumiałym dla wszystkich i niewymagających pomocy biura tłumaczeń na ludzki. 

Mam nadzieję, że jeśli dotąd jej nie znałeś — już chcesz poznać 😉. Ale do rzeczy. W Polsce jak wiadomo ustawą da się znieść nawet lodówkę z czwartego piętra – a co dopiero obsuwy w płatnościach. Nie słyszałem, żeby w innych krajach w ogóle była ustawa na temat tego, że ktoś nie dotrzymuje terminów. U nas jest.  

Podstawy

Jeśli prowadzisz działalność i wystawisz fakturę, a ktoś Ci nie zapłacił w terminie z niej wynikającym — możesz oczekiwać od niego większej kwoty. Oczywiście o ile nie będzie miał racji, mówiąc coś w stylu “ej halo, zgodnie z umową miałeś wystawiać faktury z terminem 30 dni, a nie 14”. 

Jaka to kwota? Na razie zatrzymajmy się na tym, że 40 euro — potem rozwinę temat. Od dłuższego czasu było 40 euro i to właśnie takie motywowanie niepłacących podpowiedziałem kiedyś na fejsie Janinie, gdy przespała naszą umówioną rozmowę telefoniczną o siedemnastej.  

Z czego ta kwota wynika? Z art. 10 ustawy o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych – mowa tam o tym, że od dłużnika przysługuje „rekompensata za koszty odzyskiwania należności”. Od dłużnika, niestety nie ma żadnych unijnych organów dających ten hajs 😉 I przysługuje bez wezwania, choć niepłacący lubią o tym przepisie „nie wiedzieć” i przyda się wyrazić swoje oczekiwania. Janina w przypadku obsuw w płatnościach po prostu pisała o tym w mailu. Jakie były efekty? 

Trudne sprawy

Zawsze jest tak samo: człowiek podpisuje umowę, wykonuje swoje obowiązki, wystawia fakturę i… dokładnie wtedy zaczynają się dziać rzeczy niestworzone. To, że księgowa wraz z wpłynięciem dokumentu na skrzynkę natychmiast idzie na urlop, to wiadomo. W odpowiedzi na zapotrzebowanie klientów, biura podróży przygotowały nawet specjalne promocje Latest Minute, które po pokazaniu nazwy odpowiedniego stanowiska w LinkedIn pozwalają kupić bilet na samolot, który odlatuje najszybciej jak się da. Potem jest tylko gorzej: Sąsiad z góry zalewa całą firmę, a przy tym wszystkim otrzymane faktury, właściwie to do dziś całe biuro mieszka na arce, a na maila odpisują tylko dlatego, że pan Zenek pociągnął im pod wodą internet po kablu. W nocy do biura włamuje się bezdomny opos i zjada wszystkie dokumenty, a ponieważ jest wyjątkowo złośliwy, to na odchodne jeszcze odgrzewa rybę w służbowej mikrofalówce. Przelew został co prawda wysłany o czasie, ale niestety zrobiono literówkę w numerze konta i to tak niefortunnie, że konto docelowe okazało się kontem prezesa. I tak dalej, i tym podobne – lista wydarzeń, osób i oposów, na które można zwalić własną nieterminowość jest dłuższa niż moja lista wymówek na wuefie w podstawówce.  

Po tym jak mecenas Palak, przez przyjaciół zwany mecenasem Palakiem, powiedział mi o możliwości domagania się rekompensaty za opóźnienia w płatności (a właściwie za konieczność upominania się o własne wynagrodzenie) zaczęłam z tego prawa korzystać przy każdej opóźnionej płatności. Owo upominanie się nosiło znamiona znęcania się połączonymi z wyszukanymi torturami i wyzwiskami o charakterze obelżywym. A nie, lubię myśleć, że wszyscy — i klient, i w wykonujący usługę — jesteśmy dorosłymi ludźmi. Pisałam więc maila; że dzień dobry, przypominam że termin płatności faktury numer 12345* minął 34 sierpnia. Proszę o dokonanie zaległej wpłaty podwyższonej o kwotę 40 euro, jak stanowi art. 10 ustawy o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych. 

*12345 to przykładowy numer faktury, przecież nie jestem niepoważna, by numerować faktury tak samo, jak brzmi moje hasło do maila.  

Odpowiedzi, jakie otrzymałam można sklasyfikować w kilka najczęściej powtarzających się strategii. Wszystkie wydarzyły się naprawdę. Wszystkie te maile wygraweruję kiedyś na nagrobku zbiorowej mogiły polskich przedsiębiorców, którzy stracili płynność finansową przez klientów, którzy datę płatności traktują umownie jak kierowcy BMW ograniczenia prędkości.  

STRATEGIA #1: NA OBURZONEGO 

Co zrobić, gdy jesteś całkiem sporą firmą o kapitale zakładowym na kilkaset tysięcy złotych, ale w dzień płatności faktur twoją księgową w drodze do roboty zaatakował guziec, przez co nie dokonałeś płatności na czas? No można się oburzyć, wszak na płatność faktury miałeś ledwie 30 dni, a to przecież nikt nie mógł przewidzieć, że ten guziec będzie przez cały ten czas taranował ludzi na tej Marszałkowskiej. 

Jeśli planujecie przyjąć strategię „na oburzonego” to na maila o zaległej fakturze i rekompensacie (w wysokości — przypominam — 40 euro, a nie że 40 000 złotych) odpisujecie tak: 

„Z tego co się orientuje to faktura została już opłacona, a po prostu utknęła dłużej u dyrekcji. Jeżeli chodzi o rekompensatę księgowość poinformowała mnie, że taką kwotę możemy dopiero policzyć i ewentualnie przelać po wysłaniu podstawowej należności. 
 
Z tego co widzę to data opóźnienia płatności to były dwa dni. Wydaje mi się to delikatnie mówiąc nie fair wobec nas i szczerze powiem, że pierwszy raz spotykam się z taką sytuacją”. 

To może ja powtórzę:  

„Ewentualnie przelać” (w tle słychać cykanie świerszczy) 

„Nie fair wobec nas” (Cykanie świerszczy staje się głośniejsze. W tle słychać głośny płacz logiki)  

„Pierwszy raz spotykam się z taką sytuacją”.  

No, co Wam powiem — pozazdrościć takich kontrahentów, którzy nie upominają się o płatność. Mam nadzieję, że są przez ową firmę odpowiednio wynagradzani poprzez przesyłanie im bukietów polnych kwiatów, ręcznie robionego mydła, a także karnetów do pralni. To znaczy – mam nadzieję, że to właśnie robią, bo to by przynajmniej tłumaczyło, dlaczego nie mieli czasu zapłacić na czas drugiej faktury (za inne zlecenie), którą im wystawiłam kilka dni później.  

Jak obliczyć tę kwotę? 

Te powiedzmy 40 euro nie zależy od liczby dni – tak byłoby z odsetkami, które od rekompensaty są niezależne jak Trump od rozsądku. Kwota zależy za to od liczby faktur – czyli jak ktoś Ci wisi tysiaka w dziesięciu „przeterminowanych” fakturach po stówce każda, to możesz doliczyć do każdej.  

Ale czemu napisałem „powiedzmy 40 euro”? Czemu w ogóle akurat teraz przypominam i odświeżam ten temat, co to za prawniczy odgrzewany kotlet z błota? Bo od tego roku jest zmiana! Powyżej 5 tys. zł brutto można domagać się 70 euro, a powyżej 50 tys. zł — już 100 euro. Wieszczę i wietrzę, że to spowoduje drugie życie tego zapomnianego przez wielu przepisu.  

Choć już dotąd reakcje i strategie na jego przywołanie potrafiły być różne… 

STRATEGIA #2: Na dział prawny 

Jest to strategia trudna o tyle, że wymaga od Was posiadania jakiegokolwiek działu prawnego, niemniej jeśli takowego nie posiadacie, to nic straconego — może uda się go ulokować w biurze po zaginionej księgowej?  

Termin płatności: 14 dni. Opóźnienie (w dzień wysłania maila): 10 dni. Na prośbę o płatność podwyższoną o rekompensatę klient odpowiada, że sprawę skonsultuje ze swoim działem prawnym. Krok zrozumiały (to nie ironia) – nie każdy pracownik każdego działu danej korporacji musi być na bieżąco z takimi przepisami. Ale teraz trzymajcie się krzeseł, bo i odpowiedź działu prawnego w końcu nadeszła: tak, taki przepis istnieje. Tak, przyjęliśmy i zaakceptowaliśmy taką fakturę. Tak, mamy opóźnienie w płatności. Ale 40 euro się nie należy, bo (choć nie zostało to uwzględnione w umowie) standardowy czas płatności w owej firmie wynosi 30 dni, więc faktura nie powinna zostać w ogóle przyjęta. Ktoś ją przyjął, ale ktoś nie powinien, co zrobisz, nic mi nie zrobisz, nie zapłacimy. 

Ktoś. Człowiek-orkiestra. Nikt nie wie, jak wygląda, ale z licznych sytuacji kryzysowych wiemy, że oto jest osoba, która najczęściej zawala coś w polskich firmach, czasem to nawet w kilku jednocześnie.  

Dobra, wracamy do działu prawnego, który twierdzi, że zapis prawa nie musi być przez nich respektowany, no bo KTOŚ. Acha, jeszcze jedna rzecz: czy wspominałam, że sytuacja dotyczyła… banku? Tak mówię, bo spróbujcie tę samą strategię zastosować, gdy spóźnicie się z płatnością raty kredytu. POWODZENIA. 

Sytuacja kuriozalna, lecz jest coś, co sprawia, że obecnie wspominam ją głównie bez złych emocji: po owej decyzji osobiście zadzwonił mnie jeden z wysoko postawionych dyrektorów z przeprosinami i wyjaśnieniami. Odniósł się również krytycznie do maila od działu prawnego. Doceniam to, naprawdę. W gruncie rzeczy w zeszłym roku wysłałam prośby (!) o uregulowanie zaległej płatność kilkadziesiąt razy. Tylko raz — od tej właśnie firmy — usłyszałam przeprosiny za opóźnienie. 

Krótka lekcja biznesu? Korzystajcie, gdy popełnicie błąd (ludzka rzecz). Powtarzajcie za mną głośno i powoli: PRZE-PRA-SZAM. 

Częste pytania prawne 

Niektóre wątki wracają niczym konferencyjny żart Kamila Kozieła „byliście moją najlepszą publicznością dzisiaj”. Zatem na wszelki wypadek z góry odpowiem jeszcze na to, o co bywałem najczęściej odnośnie „tego 40 euro” pytany. Nie trzeba nic o tym wpisywać w umowę, i tak się należy. Nie trzeba robić żadnego protokołu odbioru, i tak się należy. Zapis jest unijny i jak któraś ze stron jest spoza Polski to… i tak się należy.  

Kolja21 CC BY

Zresztą właśnie Janina swoje rozmowy wtedy jeszcze prowadziła jako firma z Irlandii. I dzięki tej mojej podpowiedzi, którą się dzisiaj z Tobą dzielimy — były skuteczne.  

STRATEGIA #3 – na głupiego 

Strategia dostępna dla praktycznie każdego w tym sensie, że wszyscy trenowaliśmy ją już za czasów podstawówki – „co? zadanie domowe, jakie zadanie domowe, ja myślałem, że to tylko dla chętnych, mnie nawet nie było wtedy na lekcji, a Karol źle zapisał, a w ogóle to mi babcia umarła, co prawda 10 lat temu, ale wciąż”.  

Zdecydowanie najczęściej praktykowana strategia wśród firm – polega na uregulowaniu zaległej płatności po jednym/kilku/kilkunastu upomnieniach, niemniej bez słowa wyjaśnienia, bez słowa „przepraszam” i – przede wszystkim – bez rekompensaty. Słowem: zgrywamy głupiego, wszak ten otrzymany przez nas mail to miał całe dwa zdania, nie można od nas wymagać, że doczytaliśmy do końca. Taka praktyka jest tak częsta, że nie dziwi mnie już wcale. Ale wciąż smuci (serio, dokładnie tego słowa chciałam użyć — smuci). A to wszystko przez statystyki. 

(Z reguły jest na odwrót, z reguły jestem jedyną osobą na sali, która jest podjarana na wykładach ze statystyki, najpewniej dlatego, że sama je prowadzę) 

Z kilkudziesięciu faktur, które wystawiłam w roku 2019 około 60% zostało opłaconych w terminie albo nawet przed terminem (dziękuję!). Po podstawieniu danych do odpowiedniego wzoru, zaawansowanych kalkulacjach, trzy przez pi do kwadratu, pięć w pamięci… tak, to by się zgadzało – 40% firm uznało, że data płatności (od 14 do 30 dni po wystawieniu faktury), jest takimi zaleceniami dietetycznymi świata działalności gospodarczej: niby istnieje, ale lepiej zignorować. Warto jeszcze wspomnieć, że wszystkie faktury zostały przeze mnie wystawione PO wykonaniu usługi. Dlaczego takie praktyki są tak częste, a przez niektórych wciąż uznawane za normalne – tego nie ogarnę. To znaczy – wydaje mi się, że nikt z nas nie chodzi do „Biedronki”, a po skasowaniu wszystkich towarów w koszyku nie tłumaczy pani, że wszystko spoko, ale zapłaci za zakupy za 40 dni, bo chwilowo księgowa jest na urlopie. Jest dla nas oczywiste, że za zakupy i różne usługi płacimy natychmiast, a wciąż pod każdym wpisem i dyskusji dot. opóźnionych płatności znajdą się głosy, że to normalne, po co się pienić, niczyja wina i jeszcze milion uzasadnień, dlaczego nikt nie powinien się o swoją płatność upominać. 

Ciekawostka: cztery z faktur z zeszłego roku pozostają wciąż niezapłacone — odpowiednio za świadczenia wykonane w maju, lipcu i sierpniu. Druga ciekawostka: omawianą w tym wpisie rekompensatę zaczęłam egzekwować mniej więcej w połowie zeszłego roku. Części z nich nigdy się nie doczekałam (patrz: strategia #3: na głupiego). Wszystkie „dochody” pozyskane w ten sposób przekazuję na wybrany przez siebie cel charytatywny. Dzięki temu, że płatność w terminie jest przez wielu wciąż uznawana za fanaberię, foki z irlandzkiego schroniska dla fok otrzymały w zeszłym roku całkiem sporo makrel. W imieniu fok — dziękuję. W imieniu wszystkich przedsiębiorców — tylko głośno wzdycham. 

Podsumowanie

Jest fajna ustawa, która pozwala Ci się domagać rekompensaty od każdej niezapłaconej na czas faktury – bez wpisywania tego w umowę czy wezwań. Choć w praktyce „wzywać” pewnie trzeba będzie i liczyć się z takimi historiami jak te barwnie opowiedziane tutaj przez Janinę.  

Takich historii i pytań ludzi Internetu mam jeszcze trochę i umówiłem się z nimi na ich prawne omówienie. Zerkaj tutaj i spodziewaj się kolejnych części serii – zapraszam!