Jeśli nie aplikacja, to co? – mówi Michał „Volant” Szatiło

Jeśli nie aplikacja, to co? – mówi Michał „Volant” Szatiło

Jeśli jeszcze nie znasz bloga Volantification – zajrzyj koniecznie. Jestem fanem pisania Michała od wielu lat, jeszcze zanim się zabrałem tutaj za swoje – zresztą współpracowaliśmy kiedyś przy jego innym projekcie. Obecnie wszystkim polecam jego najnowszą książkę – „Projekt Przyszłość”. Posłuchaj, jaką drogę zamiast aplikacji wybrał mój dzisiejszy gość.

Czy miałeś podczas studiów pomysł na to co będziesz robić po ich skończeniu?

Idąc na studia miałem całą masę pomysłów, ale nie było to nic konkretnego. Za to od początku nieszczególnie zależało mi na aplikacji. Celowałem raczej w otworzenie swojej firmy (w dowolnej branży) i szeroko rozumianą działalność twórczą. Rozważałem też karierę urzędniczą albo akademicką. Z tego powodu podczas studiów ukończyłem całą masę zajęć nie tylko z prawa, ale też z innych kierunków (w ramach MISH), aplikowałem na Akademię „Artes Liberales”, skończyłem szkołę prawa amerykańskiego oraz uczestniczyłem w wielu konferencjach naukowych, co było przydatne w uzyskiwaniu stypendiów naukowych.

W połowie studiów zacząłem też testować różne pomysły biznesowe korzystając z pomocy uczelnianego inkubatora przedsiębiorczości, a następnie już bez jego zaplecza. Od 2009 roku stworzyłem kilka witryn internetowych, a w końcu swojego bloga, z którego dzisiaj jestem znany. Nie był to szczególnie przemyślany plan (właściwie to w ogóle taki nie był i dzisiaj zrobiłbym to lepiej), ale wypalił i to jeszcze zanim skończyłem studia.

Jeśli tak to jaki i czy się zrealizował?

Właściwie już na trzecim, czwartym roku posiadałem zręby obecnego biznesu, więc jedyne co mnie czekało to jego rozwinięcie. Pomimo to, moje drogi z karierą akademicką rozeszły się dopiero w 2015 roku po obronieniu doktoratu. Byłem zmuszony wtedy wybrać na co chcę przeznaczać swoją energię. Biorąc pod uwagę, że poza krótkimi epizodami, całe życie pracowałem u siebie i dla siebie, to wybór był tylko pozorny. Uznałem, że swoboda i niezależność da mi więcej.

Pomimo to, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się prowadzić jakieś zajęcia na uczelni, podczas których mógłbym wykorzystać swoje doświadczenie.

Dlaczego nie poszedłeś na aplikację?

Z moich obserwacji wynika, że studenci prawa dzielą się na dwie grupy.

Pierwszą są osoby z rodzin o tradycjach prawniczych, które z jednej strony mają bardzo realistyczne podejście do zawodów z tej grupy, a z drugiej mogą bazować na zasobach rodzinnych. Zwykle też dobrze sobie radzą i wchodzą w rolę sukcesorów w kancelariach stworzonych przez swoich krewnych.

Drugą grupą, która stanowi większość, są osoby spoza środowiska, które postrzegają pracę w zawodzie adwokata czy radcy prawnego jako prestiżową, łatwą i wysokodochodową. Takie podejście jest zrozumiałe, bo dla przeciętnej osoby prawnik to bohater serialu „Suits”. Ma to zresztą dużą tradycję, bo podejmowanie się zawodów prawniczych było typowe najpierw dla środowiska szlacheckiego, a później inteligenckiego.

Osoby z tej grupy patrzą na świat przez różowe okulary i sądzą, że ukończenie studiów da im automatycznie pieniądze i prestiż. W rzeczywistości droga do nich jest długa i żmudna, bo albo podejmuje się pracy dla kogoś albo otwiera się własną kancelarię, co oznacza konieczność zmierzenia się z zadaniami, o których na studiach nie było mowy, a które są wspólne dla każdego biznesu: Skąd wziąć klientów? Jakie ma się przewagi konkurencyjne? Co nas wyróżnia? Dlaczego klienci mają przyjść do nas, a nie do sąsiedniej kancelarii?

Większość osób nie wie jak tę barierę przeskoczyć i sam obserwuję swoich znajomych po aplikacjach, którym z trudem przychodzi budowanie kariery, bo nie mają żadnych podstaw prowadzenie biznesu.

Sam pochodzę z rodziny, w której nie ma prawników, a widząc co dzieje się na rynku usług prawniczych doszedłem do wniosku, że ten sam pułap życiowy mogę osiągnąć szybciej w innej branży, niż zostając kolejnym radcą prawnym.

Jaka była reakcja Twojego otoczenia na tę decyzję?

Pamiętam reakcję mojego taty. Miał mi to za złe i uważał, że robię sobie kuku. Z trudem przetrawił moją decyzję. Dopiero teraz inaczej na to patrzy, kiedy widzi realne osiągnięcia na moim koncie i wie, jakie roczne przychody osiągam.

Prawdę mówiąc, nie uważam takich reakcji jak jego za coś dziwnego. Właściwie to jest całkiem naturalne. Jeśli w towarzystwie jedna osoba powie, że jest np. adwokatem, a druga, że ma firmę, to o tej pierwszej wie się już dużo – jakie skończyła studia, co umie, jak wygląda jej dzień i w jakich widełkach mieści się jej wypłata. W przypadku tej drugiej nie wiadomo nic i dopiero kiedy dowiesz się co ona umie, jakie projekty zrealizowała, kogo zna i jakie osiąga obroty, to możesz ocenić z kim właściwie masz do czynienia.

Czym zajmujesz się teraz?

Wciąż buduję swoją markę osobistą, rozwijam bloga Volantification.pl, piszę książki i realizuję kampanie reklamowe – zwykle dla międzynarodowych marek. Oprócz standardowych blogerskich działań, marzy mi się stworzenie vademecum dotyczącego brandingu dla osób wykonujących wolne zawody i małych firm oraz udzielanie im wsparcia marketingowego. Obecnie docieram ze swoimi treściami i produktami do dziesiątek tysięcy osób, ale do zrobienia jest jeszcze bardzo dużo.