„Ikony popkultury a prawo własności intelektualnej. Jak znani i sławni chronią swoje prawa” – wrażenia z lektury

„Ikony popkultury a prawo własności intelektualnej. Jak znani i sławni chronią swoje prawa” – wrażenia z lektury

Porównujesz, że Prince ma mocniejszy makijaż na obrazie Warhola niż zdjęciu autorstwa Lynn Goldsmith , które malarz znał. Zastanawiasz się, czy brak monobrwi u Fridy Kahlo w wersji Barbie to nie zbytnie „uładnienie” psujące idee i wartości przedstawionej osoby. Chętnie dowiesz się, co Banksy sądzi o pobieraniu opłat za oglądanie jego prac. Te kwestie — i setki innych — poruszają te kartki skryte w różowej okładce.

Zaprzyjaźniona i znana chyba wszystkim prawnikom firma Wolters Kluwer podrzuciła mi do przeczytania tę książkę — ale to wcale nie oznacza, że to jest lektura tylko dla prawników. Wręcz przeciwnie — wydaje się stworzona dla normalnych ludzi. 😉

Jest napisana tak, jak prawnikom bardzo rzadko się zdarza — przystępnie, przejrzyście i barwnie. Wydaje się „nie do wiary”, że autorka jest profesorem. Już za sam język polubiłem pierwsze rozdziały. A z powodu przykładów, obrazków rysu historycznego itp. – uważam, że powinienem omówić ją na blogu nie w dziale „prawo”, a właśnie w „nie tylko”.

O ile dobrze pamiętam — nie ma nigdzie odesłania do numeru przepisu, rzadko zresztą zdarza się też do konkretnych aktów prawnych. To przecież nie jest konieczne, żeby złapać, o co chodzi. A prawnicy w razie co znajdą to w przypisach. Zresztą w przypisach znaleźć można też pozaprawne ciekawe źródła — na przykład wywiady z artystami. Albo bloga Andrzeja Tucholskiego (polecam!).

Ale koniec chwalenia formy, pomówmy o treści.

Tylko tutaj też będę chwalił 😉. Od strony prawnej nie śmiałbym się przyczepić do niczego — autorka znakomicie łączy różne przepisy, wyroki i tendencje we wspólny wynik. A oprócz tego treść zawiera mnóstwo ciekawostek i chce się odkrywać każdą z kolejnych stron. Hollywood powstało z ucieczki przed Edisonem, a Artur Conan Doyle miał luźny stosunek do zabawy postacią Sherlocka Holmesa. Albo treść listy marki Campbell do Warhola.

Dowiesz się wiele też o rzeczach bardziej „egzotycznych” jak kawaii czy haute couture. Albo czemu rodzina Tolkiena ma inne podejście do jego praw, niż byś się spodziewał. I jak w starciu małego projektanta czy artysty może on poradzić sobie z tym dużym, złym korpo tworem — na doświadczeniach tych, którym się udało.
Oraz tego, o co jestem pytany tak często — gdzie jest granica między inspiracją i plagiatem? To nie jest pytanie, na które da się odpowiedzieć jednym zdaniem. To nawet nie jest pytanie, na które da się odpowiedzieć jednym akapitem. 😄 Można na nie ciekawe odpowiedzieć tą książką, będę do niej odsyłał.

Podsumowanie

Obracam się w temacie własności intelektualnej zawodowo, a i tak sporo się dowiedziałem. Albo potwierdziłem teorie, jak „dziwna” zbieżność przedłużania prawnej ochrony pośmiertnej z momentem potencjalnej jej utraty przez Myszkę Miki.
Przy okazji dowiedziałem się mnóstwo ciekawostek pozaprawnych – o Messim, o Banksym czy karierze Wielkiej Czwórki z Liverpoolu i zdjęciu wykonanym na Abbey Road. Czytam, wiem.

A to wszystko podane jak powieść. Wiedza prawna i pozaprawna przenika niepostrzeżenie. Ta pozycja musi być nagłośniona i robię to z przyjemnością — już sama jej forma (zaczynając od różowej okładki z uszami Myszki Miki i brodą Gandalfa) pokazuje, że to nie jest „zwykła” książka o prawie. Tak powinny wyglądać inne, oby tak było.
Teraz przede mną — po jakiejś innej lekturze dla oddechu — czytanie drugiej z podesłanych przez Wolters książek, czyli „Ilustrowane Prawo Autorskie” Ryszarda Markiewicza. Czuję, że też będzie ciekawie — dam tu znać kolejnym wpisem. Jesteśmy w kontakcie!

Dzięki, że mnie odwiedziłeś 🙂

Uwaga, dobra sztuka (za darmo!) – wpis Marysi Mazurkiewicz

„Myślenie pytaniami” — wrażenia z lektury

Poznaj mnie

KONTAKT

prawo2