Processed with VSCO with a6 preset

Fajny gajer to dobry bajer – czyli jak wygląda szycie garnituru na miarę

Dziś opowiem o tym, jak szyje się garnitur na miarę — bo właśnie sobie taki mam od niedawna od Van Thorn. Powinno się przydać każdemu, któremu taki pomysł chodził po głowie — nie tylko kolegom po fachu.

W moim przypadku wpis powstał we współpracy z Van Thorn, oni mogą pomóc zwłaszcza w Gdyni, Sopocie i Gdańsku — ale nie tylko, bo i na przykład w Warszawie. Nie mieli ze mną łatwo — nie jestem jakimś śledzącym bieżące trendy ubraniowe gościem, a moja sympatia do czerwonych ciuchów czy dżinsowych kurtek zdążyła chyba już kilkukrotnie przetrzymać żarty znajomych oraz kolejne wchodzenie i wychodzenie do mody.

To niedawne selfie z popularnego wpisu na fejsie to jedyna fotka w artykule, której autorem nie jest Michał Malinowski, właściciel sklepu Dryft – reszta jest jego i jest super!

I właśnie to, żeby ubranie było inne, moje jest dla mnie jednym z podstawowych kryteriów. Tak było i w przypadku zamawiania tego garnituru.

Miałem też parę innych pomysłów — bo zacząłem analizę jeszcze przed pierwszym spotkaniem (z trzech). Wyszła mi mniej więcej taka wyliczanka:
1. To nie ma być taki sztampowy pancerz garnituru dla prawnika — raczej bardziej mój niż prawniczy. Wielki plus dla ekipy Van Thorn — bo zaczęli rozmowę od tego, kim jestem i co chciałbym tym ubiorem sygnalizować. Co gorsza, moje wykłady o prawniczeniu po ludzku zamknęli w dwóch słowach „ludzka papuga” 😄
2. Chętniej będę go używać na wystąpienia niż do sądu — tam i tak schowałby się pod obowiązkową togą. Więc bierzemy pod uwagę okoliczności takie jak to słynne światło jupiterów czy to, by sfilmowany nie „pływał” na ekranie (tak zwane prążki moiré).
3. Z zasady dość rzadko noszę krawat, więc warto było to uwzględnić. I chciałem móc dekompletować obie części i mieć możliwość nosić osobno spodnie i marynarkę.
4. Już od jakiegoś czasu przymierzałem się i na się dwurzędówki, więc gdyby się dało…

I właśnie na takiej rozmowie spędziliśmy pierwsze, najdłuższe spotkanie. Spośród setek materiałów musiałem wybrać kilkanaście i zwalczyć ból głowy, bo to był dopiero początek decyzji 😉

Van Thorn wsparł mnie tutaj trafnymi podpowiedziami w rodzaju „to będzie źle wyglądać z ostatniego rzędu przy setkach osób”, „po tym w ogóle nie będzie widać, że ma wzór”, „mało koszul będzie do tego pasować”, czy – moje ulubione – „poczekajmy, aż wróci do mody”. Nie „co żeś za niemodne badziewie wybrał, to nie impreza w stylu PRL” tylko POCZEKAJMY, aż WRÓCI ❤️

Finalnie zostawiłem trzy materiały. Było dużo wahań i debat, włącznie z powracaniem odrzuconych do puli — ostatecznie uznaliśmy z Łukaszem, że czerwony element będzie zbyt dominujący, a z kolei widoczne wyżej białe prążki nie zawsze widoczne na szarości. Stąd kratka — niebieska na szarym. Świetna!

Przy wyborze materiału na podszewkę też było trochę czasu, ale był też zdecydowany faworyt i na nim stanęło. Te same kolory (niebieski i szary) i wzór z płyt winylowych i gitar absolutnie wygrały i będę pokazywał wnętrze tej marynarki jak szalony. Zresztą zobacz przed i po 😉

Jakby co są też inne wzory, włącznie z pole dancing 😉 Filc w kołnierzu wybrałem granatowy, a guziki szaro czarne. To też nie było takie proste, ale jednak wybór głównego materiału był najbardziej czasochłonny. I po tej chwili ulgi zaczęło się decydowanie o kroju 😀

Marynarka dwurzędówka, ustawienie guzików, wszycie rękawa koszulowe — a ile kieszeni? Niech będą nakładane (a nie proste z patkami czy skośne, choć też były do wyboru). Liczba rozcięć z tyłu marynarki, klapy szersze… Bo wrócił temat przewidywanego braku krawata 🙂 Całość możliwości była mi pokazywana na przykładowych rysunkach, jak w zabawie „znajdź 5 różnic”. Dość często mówiłem „ale ja nie widzę różnicy między rysunkami”… Dobrze, że byli tak cierpliwi.

Podobnie przy spodniach — kieszenie mogą być albo skośne, albo skośne z wypustkami albo proste w szwie. Finalnie zostały wybrane klasyczne skośne. Patki mogą być na kieszeniach tylnych lub w zegarkowej w spodniach — kiedyś trzymałbym tam monokl, dziś zdecydowam się na nią raczej dla bajeru. To skoro nie będzie patek, to ile kieszeni, ile guzików, jakie obszycie? Po podjęciu jeszcze decyzji o braku mankietów okazało się, że mamy za sobą półtorej godziny i teraz zabieramy się za mierzenie modela. Haha — tak, chodzi o mnie!

Jak widać już wkrótce jednak zaczęto wbijać mi szpilki — i to nie tylko dosłownie. Okazało się na przykład, że mam ręce różnej długości… albo ramiona wysoko i wypchnięte, że nie wspomnę o „wypchniętym” brzuchu 😉 Zmierzono mnie w wieeelu miejscach, zdążyłem zaobserwować wśród sprawnych ruchów że od barku do barku, długość i szerokość nóg, klatka piersiowa i brzuch, nadgarstek i biceps.

Przymierzyliśmy próbne inne marynarki — podobało mi się wybieranie ich długości w sposób jak w reklamach, czyli lewa strona innej niż prawa. Podobnie ze spodniami, mierzyłem kilka różnych. Bardzo doceniłem fachowe podejście Van Thorn — prosili mnie na przykład o odebranie telefonu oceniając, jak wówczas układa się rękaw i reszta.

Najtrudniej było mi stosować się do polecenia trzymania głowy prosto — latała mi na wszystkie strony z zaciekawieniem — na przykład zobaczyłem takie poduszki na rękę w kształcie zegarków na pasku, a w nich powbijane różnego rodzaju przybory. Albo dowiedziałem się, że można zaznaczać linie na materiale mydłem. Choć o tym akurat przy drugiej wizycie.

No właśnie — druga wizyta! Choć krótsza.

Wtedy w końcu go zobaczyłem 🙂 Co więcej, miałem na sobie i zrobiliśmy zdjęcia. Ta wizyta potrzebna była głównie do tego, żeby po przymiarce sprawdzić, gdzie jeszcze konieczne są ostatnie poprawki.

Posmyraliśmy trochę mydłem i znów wbiliśmy parę szpilek, choć tym razem już tylko dosłownych w materiał. Zdecydowaliśmy o lekkich zmianach w położeniu guzików czy długości elementów — choć przyznam, że moje oko nie było tak wprawione, by większość detali w ogóle zauważyć. Ponownie wielki szacunek dla Van Thorn za to, że nie poszli na łatwiznę na zasadzie „wszystko gra”, tylko szukali najmniejszych drobiazgów wartych poprawy nawet niekoniecznie w ocenie klienta, a ich samych.

Po paru dniach od wizyty drugiej przyszedł czas na trzecią i końcową. Tutaj wykonaliśmy ostatnie fotki i ostatecznie przekonaliśmy się, że jest idealnie. Jestem zadowolony, w razie co polecam kontakt zwłaszcza stolicy i okolicom Trójmiasta — znajdziecie ich tutaj. Dopinają wszystko na ostatni guzik!

Przy ewentualnym kolejnym razie już mają moją sylwetkę w bazie, więc będzie mniej pracy i wyjdzie parę procent taniej. Przy trzecim zniżka będzie jeszcze większa. Muszę to rozważyć przed weselem 😉

Dzięki, że mnie odwiedziłeś 🙂

„Myślenie pytaniami” – wrażenia z lektury

„Twój Vincent” – wrażenia

Poznaj mnie

KONTAKT

prawo2