#domenapubliczna – ile lat ma Disney na ochronę Myszki Miki?

#domenapubliczna – ile lat ma Disney na ochronę Myszki Miki?

Upraszczając — każdego roku po 70 latach od śmierci autora jego utwory „należą” do nas wszystkich. Też tak, że można na nich zarabiać. No to kiedy w nasze ręce wpadną Tuwim i Dostojewski, a kiedy uszaty gryzoń?

Ten tekst powstał w ramach współpracy wielu instytucji, promujących Tydzień Domeny Publicznej. Z przyjemnością przyjąłem zaproszenie Centrum Cyfrowego, a we wpisie postarałem się polinkować do pozostałych.
O samej domenie publicznej wspominałem już na przykład w kontekście tego, jakiej muzyki można użyć w filmie i reklamie albo o ciekawych źródłach darmowych obrazów ze światowych muzeów. Dodajmy do tego, że Polska nie jest w tyle — w ramach naszej akcji piszą o tym muzea Małopolski czy toruńska biblioteka. Oby digitalizacja trwała!
Nie definiowałem dotąd prawnie szczegółowych pojęć i nadal nie zamierzam, wolałbym skupić się na praktyce. Przede wszystkim — jak może się #domenapubliczna przydać i kiedy z nią uważać. Krąży wokół niej wiele mitów, z którymi fajnie rozprawiają się zarówno Lookreatywni, jak i samo Centrum. Nie warto patrzeć na domenę jako coś „wstecz” — temat jest całkiem bieżący, przewija się na przykład w tak zwanym ACTA2.
Jak można to wykorzystać? A ile razy zastanawiałeś się, jak mieć pewność, że nikt się nie „przyczepi” o swoje zdjęcie czy kawałek piosenki? W tym wpisie na przykład wszystkie obrazki są legalne. Jakbym wrzucił fragment Dostojewskiego, to też powinno być okej — a za niemal pięć lat przyjdzie czas na mojego ulubionego Tuwima.
Z Myszką Miki sytuacja jest trochę trudniejsza, wspominałem zresztą o tym, recenzując książkę o ikonach popkultury otrzymaną od Wolters Kluwer. Nie podlega tylko prawu autorskiemu, ale też jest zarejestrowana w bazach własności przemysłowej (odróżnienie pojęć — tutaj). Czyli jest znakiem towarowym — to trochę jak to, co rozumiesz pewnie pod potocznym pojęciem patentowania. Disney będzie jej pilnował w oparciu o to, a nie prawo autorskie.
Ale domena publiczna może Ci się przydać do ilustrowania wielu innych kwestii. Jak widać po wpisach innych biorących udział w Tygodniu instytucji, może dotyczyć prac architekta wielu mijanych codziennie przez krakusów budynków czy przewodnika po renesansowym Gdańsku albo ciekawej postaci Władysława Witwickiego — autora tłumaczeń Platona, psychologa i filozofa w jednym.
A z innej beczki to może być obraz żony na urlopie czy filmik ze śmiesznym kotem! ❤️
Czyli uważaj na zarejestrowanie w bazach (zwłaszcza sprawdź EUIPO) oraz to, czy upłynął odpowiedni czas — tutaj w razie potrzeby masz licznik.
Ale powtarzam, możesz sobie to powrzucać choćby i w reklamę i zarabiać. Domena publiczna, jeśli jesteś twórcą pracującym na zapożyczeniach od innych — to spokój. I pewność, że nie krzywdzisz tego twórcy pierwotnego. Naprawdę warto poznać się z tym zaniedbanym tematem bliżej. Dobrze, że jest Centrum Cyfrowe 😉